Poniższy wywiad znajduję się na stronie: http://e-magnifier.pl/magnifier-2-2018/

Klaudia Chwastek: Jesteś artys­tką, która nie robi typowych rzeczy. Co tak naprawdę tworzysz? Bo jest to częściowo fotografia, pewien rodzaj rękodzieła… Jak ty byś to nazwała?

Natalia Rex: Ja bym to nazwała sztuką mieszaną, to chyba najlepsze określe­ nie. Tak przynajmniej wyczytałam na temat tego, co tworzę… Okej, tworzę grafikę, ale to nie jest tylko grafika. Ja też szukam, kupuję przedmioty drewniane. Czasem to właśnie one mnie inspirują do stworzenia dzieła, czasem najpierw wymyślam wzór czy jakąś koncepcję i wtedy dopiero kupuje drewno. Nazwałabym to właśnie sztuką mieszaną. Bo może też zawierać jakiś metal, jakieś inne przedmioty. Po angielsku to się nazywa “mix media”, więc myślę, że sztuka mieszana byłaby adekwatna.

Skąd w ogóle pomysł na tworzenie czegoś takiego?

To zaczęło się wiele lat temu, od grafiki. Zawsze byłam bardzo zainteresowana sztuką wizualną. Jednym z moich pier­ wszych wspomnień jest to, gdy miałam może 6­7 lat. Byłam na balkonie i za­ uważyłam niewielkie drzewo. To drzewo mnie bardzo zainteresowało i zaczęłam je malować. I pamiętam, czułam wtedy frustrację. Ono było takie piękne. Chciałam je odtworzyć i pokazać mamie. Pamiętam, zaczęłam rysować, rysować, rysować, ale nie byłam w stanie odwzorować na papierze tego, co czułam. To była taka frustracja, bo nie mogłam stworzyć czegoś, co czułam, czegoś, co mnie in­ spiruje. To zostało we mnie przez wiele wiele lat. Niemniej po jakimś czasie rodzice kupili komputer i zakochałam się w nim. Miałam wtedy Painta i inne programy i po prostu zaczęłam się baw­ ić. Zauważyłam, że im więcej czasu spędzam przed komputerem, tym szyb­ ciej byłam w stanie zrobić to, co chciałam. I tak etapowo to się jakoś rozwijało. Po pewnym czasie miałam też inne programy, bardziej zaawansowane. Odkryłam fotografię, bo czułam, że czegoś mi brakowało. Niby mogłam coś szybko zrobić, wydrukować fotografię, ale ciągle odczuwałam pewien brak czegoś. Że za płaskie, za nudne. Zaczęłam czytać o tym, co inni robią, o podejściu innych do sztuki. Chciałam zrozumieć, co ja w ogóle tworzę. I zaczęłam analizować też moje podejście do tego. Bo chciałam, by inni czuli to samo co ja. I powoli też ja – jako kobieta, studentka, młoda dziewczyna – zaczęłam się rozwijać. Nadal nie do końca rozumiałam kim jestem, kim chcę być, dlaczego tworzę. Ja po prostu wiedziałam, że chcę tworzyć. I to zawsze było we mnie, ale nie do końca rozumiałam, kim chcę być. Im więcej czytałam i ekspery­ mentowałam, tym bardziej uświadami­ ałam sobie, że muszę mieć bardziej dynamiczne podejście, że nie mogę trzymać się tylko jednego stylu. Bo to mnie bardzo ogranicza. Ogranicza mnie papier, materiał. A chciałam się rozwijać. I może to jest to, co chciałabym powiedzieć, jako artystka, która uwielbia tworzyć i która na co dzień o tym myśli: trzeba być otwartym na zmiany. Bo sztuka bardzo szybko się rozwija. To, co było modne dziesięć lat temu, teraz już zostało zapomniane. Co kwartał, co pół roku mogę patrzeć wstecz i sprawdzać jak moja sztuka się zmienia. Jak się rozwijam. I bardzo się cieszę, że z pomocą internetu mam teraz tyle możliwości, mogę iść dalej i tworzyć, nie powtarzając tego, co już było. Moim zdaniem chyba ten rozwój jest najważniejszy.

Zwłaszcza, że technologia, ciągły postęp technologiczny dużo daje w tym względzie.

Oczywiście. I dlatego też był taki jeden moment, gdy przez przypadek odkryłam fotografię, bo wiedziałam, że ten PhotoShop to była taka kluczowa część tego procesu. Ja mogłam siedzieć w PhotoShopie po prostu godzinami ze słuchawkami w uszach, dookoła mnie wszystko znikało i po prostu jestem przy komputerze. Nie czułam w ogóle żadnych ograniczeń, bo wiedziałam, że style artysty też się bardzo często zmi­ eniają. Czułam, że moja przyszłość artystyczna jest właśnie w tym, ale nadal mi czegoś brakowało. Dlatego ten Internet był taką bardzo kluczową kwestią tego procesu, ponieważ mogłam kontaktować się z innymi artys­ tami, dopytywać jak oni tworzą, dlaczego tak, a nie inaczej. I w ten sposób budowałam też pewną bazę wiedzy. Internet to miejsce, w którym mogę przeczytać prawie wszystko, zori­ entować się i przypomnieć sobie, że mam bardzo dużo opcji, że nie jestem ograniczona do jednej ścieżki. Dzięki niemu mogłam przeczytać m.in. o innych artystach, którzy pracowali z auto­ portretami. I to był kolejny etap, który był dla mnie bardzo ważny, ale też bardzo stresujący, bo zwykle artysta pracuje z osobą, która chce zapłacić za portret – kimś, kto robi zdjęcia swojej rodzinie czy znajomym. Ale co innego, gdy jesteś przy aparacie i robisz swoje własne portrety. I to jest bardzo ważne dla mnie, bo to nie wygląda tak, że mam obsesję na punkcie swojej twarzy czy swojego ciała. Bo zwykle gdy ja jestem na tych zdjęciach, robię te zdję­ cia, ja czuję, że znikam w tym. Może to jest i moja twarz, moje ciało, ale przerabiam to w taki sposób, że ja powoli znikam w swoim dziele. Moim zdaniem, jestem w stanie najlepiej wyrazić swoje emocje, jeśli troszeczkę zatracę się w tych warstwach sztuki – i może to wciąż ja, ale może już nie. I nie widzę siebie w tych dziełach, ja po prostu widzę kobietę, jakiegoś bohatera opowieści. Bo poprzez budowanie takiej wiedzy przez internet, poszukiwaniu in­ nych technologii, odkryłam, że ten pro­ ces tworzenia musi być dynamiczny. To jest też takie przypomnienie dla mnie, żebym nie powtarzała tego samego.

Ciekawa jest ta kwestia autoportretu, ponieważ początkowo chciałaś robić zdjęcia innym, ale to się nie udało. Dlatego zdecydowałaś się na autoportret?

Tak. Czułam taką konieczność, że muszę działać, a nie czekać na innych. Ja muszę być samodzielna, taki mój charakter. To jest taki plus i minus, bo niestety nie mam cierpliwości, by ustalać terminy, dopasowywać wizję osoby, do tego, co ja sobie wyobrażałam. Więc po prostu zaczęłam się uczyć sztuki autoportretu. Siedziałam w piwnicy, którą zaaranżowałam do pracy i godzinami testowałam światła. Od samego początku to było raczej podejście techniczne: mamy takie światło, teraz je zmieniam, zmieniam też pozycję, teraz dobrze wygląda – trzeba zapamiętać dlaczego… I tak analizowałam wszystko, jak to wygląda, jak to mogę poprawić. Dlatego tworzyłam nowe zdjęcia. Jeśli kupiłam np. jakiś magazyn i oglądałam zdjęcia i światło czy ujęcie mi się podobały, próbowałam to po prostu tworzyć sama, by jak najszybciej się nauczyć. Bo też praca z Internetem, z niektórymi programami zmusza cię do tego, by być była samodzielna. Szukasz tutoriali, dodatkowych materiałów. To było coś dla mnie – zawsze byłam taka samodzielna i traktowałam to jako swój cel. Na początku miałam bardzo dużo pracy. Jedna rzecz, której się nauczyłam, to że fajnie jest pracować z innymi ludźmi, ale to trwało za długo. Chciałam to szybciej osiągnąć. I mimo że nadal mam te zdjęcia innych osób i czasami do nich wracam, pamiętam jak dana koncepcja powstała, uważam, że trwało to za długo. A tworząc coś sama, nie tracę czasu na to, by z kimś się umówić. Mogę o 20 zacząć pracę i kończyć ją w środku nocy, nie mając żadnych ograniczeń. Więc zaczęłam tworzyć te autoportrety i coś się włączyło we mnie, jakaś pewność siebie. Nigdy nie byłam pewna, czy to dobrze wygląda, czy danej osobie będzie się to podobać. I kiedy wiem, że ja jestem przez aparatem, wiedziałam automatycznie, że „O! To jest to!”. Teraz mogę to poprawić, to zmienić. Po prostu powoli wszystko się kleiło i mi­ ało jakiś kształt i sens. Na początku było trochę frustracji w tym, ale myślę, że jak ma się pewność siebie i trochę ci­ erpliwości jak jesteś sama i tworzysz, to jest to bardzo ważne w tym procesie.

Jesteś samoukiem, nie masz wyk­ ształcenia artystycznego?

Nie. Ja tak wędrowałam w tych kierunkach. Na samym początku zastanawiałam się nad grafiką bardziej tradycyjną, nad drukiem. Potem za­ stanawiałam się nad fotografią, ale sama też myślałam, że przecież jest tyle książek, tyle informacji w internecie, że po co mam spędzić tyle czasu na studiach, skoro mogę sama się nauczyć? Mieć mniej ograniczeń. Brałam niektóre zajęcia graficzne, bo studiowałam fotoreportaż. Ta dziedzina też mnie bardzo interesowała, ale postanowiłam, że jej też mogę się sama szybciej nauczyć – nie będzie mnie ograniczać żadne portfolio czy zajęcia. Mogę po prostu działać. Niektórych rzeczy nauczyłam się tak bardziej technicznie czy teoretycznie, np. historii fotografii. Ale to, co ja tworzę teraz, zostało wypracowane na wiele lat przed tym, nim zaczęłam studia. Miałam dostęp do PhotoShopa i mogłam po prostu działać i się bawić. 80% tego, co tworzę, sama się nauczyłam. Pozostałe 20% to po prostu dodatki do mojej bazy wiedzy.

I sama cały czas dążysz do tego, by manipulować te fotografie. Sama zdobywasz wiedzę, ale czy mimo tego sięgasz po opinie na temat swojej sztuki, czy starasz się zostawić to po prostu ludziom – niech sami to zinterpretują?

Ostatnio zastanawiałam się nad tym wszystkim, co ja tworzę. Przez jakiś czas byłam przyzwyczajona do tego, że to jest tam gdzieś w Internecie. Jeśli ktoś skomentuje, polajkuje – spoko, dzięki. Ale powiem ci szczerze, że nie czułam takiej potrzeby, by wiedzieć, co ktoś na ten temat myśli, czy się to podoba. I to się troszeczkę powoli zmienia. I nie, że szukam akceptacji innych czy jakiejś pozytywnej opinii. Ja jestem otwarta także na krytykę, bo to mnie też bardzo interesuje, jak ktoś interpretuje dane rzeczy. Ja to zrobiłam troszeczkę odwrotnie. Byłam osobą, która żyła przez spory czas w internecie, która traktowała go jako bardzo ważny etap mojego życia, bo chciałam się nauczyć siebie, tego, co ja chcę w życiu robić. Czytałam, tworzyłam i nie interesowało mnie to, co działo się poza. Mam fajną stronę w internecie, to jest fajnie przy­ gotowane, ale potrzebuję teraz więcej, dlatego też pracuje teraz nad zorganizowaniem wystawy. Więc tak pracuję troszeczkę odwrotnie, ale teraz zmierzam do tego, że chcę być bardziej widoczna i chcę angażować innych. To, że ja tworzę dla siebie, to też ważne dla mnie, że gdy ktoś patrzy na to, jestem ciekawa, co ten ktoś widzi. Co mu się podoba. Co go interesuje. Ciekawe są też rozmowy z odbiorcami, którzy dopytują, dlaczego coś tak zrobiłam i w ten sposób mogę się też dużo nauczyć.

Bo tu jest taka odwrotność, że najpierw zaczęłaś tworzyć dla siebie,eksperymentować, nabyłaś pewność w tym co robisz, podobało ci się to, a dopiero w kolejnym etapie zaczęłam za­ stanawiać się nad tym, co inni o tym myślą.

I to mnie też bardzo interesowało, dlaczego tak się stało.

Wróćmy do technologii. Ona wiele nam ułatwia, pozwala na więcej, ale mimo wszystko sięgasz też do pewnej tradycji, do folkloru. Poprzez przyklejanie tych zdjęć na drewnie też w pew­ ien sposób starasz się połączyć technologię z tą – w jakimś sensie – pierwotną sztuką. Dlaczego?

Ten taki kontrast, taki balans między starym a nowym jest dla mnie bardzo ważny. I to wynika z mojej relacji z rodziną, że ja bardzo często sięgam do rodziny, chce dowiadywać się o naszej historii. W dzisiejszych czasach chcemy wszystko naraz, nie mamy zbyt dużo cierpliwości i pojawił się taki koncept historii i folkloru, tradycji – tym bardziej, że żyjemy w pędzie. Dawniej były wojny, ale mimo wszystko za­ wsze był moment, by usiąść z rodziną i pobyć w takiej ciszy. By pozastanawiać się nad swoim życiem. A teraz – mimo że często nam bardzo pomaga – nie da się już uciec od technologii, która może sprawić, że nie możesz się skupić, nie masz czasu na rodzinę, bo musisz osiągnąć jakieś cele, sukcesy w pracy. Żyjemy w takich czasach, że musimy pamiętać skąd pochodzimy, jakie mamy korzenie. Nie musimy sięgać do folkloru czy tradycji, ale żebyśmy nie zapomnieli, skąd jesteśmy. Trzeba osiągnąć balans w życiu. Idę do przodu, ale nie mogę zapomnieć o tym, kim jestem.

Te deseczki, jak to nazywasz, są surrealistyczne. Wzbudzają niepokój. Dlaczego?

To wynika z tego, że jest taki codzienny element niepokoju wśród tych wszys­ tkich zmian. Żyjemy też w takich czasach, że możemy sięgać po informacje, co się dzieje wokół nas czy na świecie. Non stop coś się dzieje, są wojny. Niestety, ze względu na to, że negatywna informacja szybciej dociera do innych niż pozytywna, to tworzy taki niepokój między ludźmi. Ludzie traktują się fatalnie w Internecie, czytamy negatywne komentarze i to wzbudza we  mnie  taki  niepokój. Żyjemy w takim świecie, żeniektóre rzeczy wydają się surrealistyczne. Dla mnie to jest smutne, ale i zarazem śmieszne, bo mamy takie możliwości, że możemy np. pomagać innym ludziom, a cały czas mimo wszystko pojawia się ten negatywny aspekt. Chciałam  pokazać  dokładnie moje uczucia, że niby sięgamy po coś więcej, a tak naprawdę to wszys­ tko jest mylące. To jest taki kontrast współczesnych czasów z tymi, kiedy żyli nasi rodzice czy dziadkowie. Ja sięgam po te kontrasty, bo dostrzegam je.

Jak naprawdę wygląda proces tworzenia tych deseczek, bo to jest bardzo ciekawe?

Zaczynam od rysunkui w sumie zawsze od niego zaczynałam. To jest też ten moment, w którym powraca moje wspomnienie z dzieciństwa, gdy chciałam stworzyć, ale nie mogłam. Dlatego zawsze sięgam po papier i ołówek. Włączam muzykę, która jest dla mnie dużą inspiracją. Zamykam oczy i inspiruję się tą muzyką i zaczynam rysować to, co widzę w głowie. Czasami po prostu nie planuję, tylko tworzę. Zmieniam. Muzyka ma bardzo duży wpływ na mnie i zawsze, od samego dzieciństwa tak było.

A następnym etapem jest fotografia?

Tak. Kiedy przygotuję już rysunek i jest np. jakaś postać czy góra, jakiś budynek, szukam w zebranym przez siebie katalogu. Ja, idąc np. na spacer zawsze zabieram ze sobą aparat i fotografuję. Teraz mam już bardzo dużo zdjęć bardzo różnych rzeczy w katalogach. A jeśli chodzi o zdjęcia mnie, to mam małe studio w domu, gdzie wykonuje te zdjęcia. Zwykle robię je nago albo kupuję jakiś kostium czy koszulę, która ma dużo warstw. Zależy od sytuacji, ale zawsze po kolei to robię. Zazwyczaj robię to hurtowo, więc jeśli mi czegoś brakuje, uzupełniam. Kiedy mam już zdjęcia, wycinam niektóre kształty. Na samym końcu – nie robię wcześniejszej edycji – układam takie puzzle i dopiero, gdy mam całość, przerabiam każdą warstwę. Kiedy mam już skończone zdjęcie, odkładam je na tydzień. Bo już zauważyłam, że po takim tygodniu, gdy to zdjęcie odłożę na bok i do niego powrócę po paru dniach, że coś w nim zauważę, że kolor jest nie tak, że coś in­ nego nie pasuje. I to w 99% pomaga mi w dalszej edycji. Na początku za szybko to wszystko chciałam zrobić. Aż w końcu zrozumiałam, że należy zwolnić.

W następnej kolejności to zdjęcie drukujesz?

Tak, a potem naklejam na drewno. Jeśli już mam deseczkę, muszę przygotować zdjęcie do druku. Drukuję na zwykłym papierze, wycinam, dodaję klej do decoupage na drewno, nakładam to zdjęcie i czekam od dwunastu do dwudziestu czterech godzin. I wtedy następuje mój ulubiony etap, w którym nakładam na to wodę i wycieram papier, aż w końcu widzę to zdjęcie na drewnie. I to cały czas jest dla mnie niesamowity proces, gdy widzę efekt końcowy.

Czy tworzysz kilka fotografii naraz?

Tak. Chociaż na samym początku tworzyłam jedną, ponieważ cały proces zabierał więcej czasu, a też więcej chciałam się nauczyć. Ale teraz już robiłam to tyle razy, że kupuję od razu 5­10 deseczek, mam gotowe zdjęcia i robię to. Na ten moment to dla mnie najwygodniejszy sposób działania.

Cały czas przewija się ta technologia. Głównie działasz za pośred­ nictwem swojej strony internetowej i kont w mediach społecznościowych. Uważasz, że dla współczesnego artysty to jest główne medium, aby dotrzeć do widowni?

Nie, myślę, że nie. Wiem, że to jest pomocne, ale z drugiej strony jest tyle informacji, jest tyle tych wiadomości, że ja na przykład niektórych rzeczy już nie zauważam. Teraz, jak rozmawiamy w kawiarni, wiszą dookoła zdjęcia, ja więcej czasu poświęcę na oglądniecie ich. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do promocji w Internecie, że może nam to umknąć. A zawsze możemy przyjść do kawiarni czy galerii i obejrzeć sztukę, poświęcić jej czas. Kiedy coś będzie np. w galerii, odbiorca może podejść, obejrzeć, zobaczyć warstwy. A w Internecie my mamy wszystko pod kontrolą, a widz nie zobaczy szczegółów.

Jaki jest odbiór twojej pracy?

Głównie pytają, dlaczego autoportrety. Odbiór jest bardzo pozytywny i wszyscy mają zawsze bardzo dużo pytań i to zawsze otwiera możliwość rozmowy z tymi osobami, co jest dla mnie wielką przyjemnością.

W twojej pracy, może nie tyle efekt końcowy jest ważny, ale cały proces, który jest niezwykle interesujący.

Tak i na początku nie wiedziałam, gdzie jest koniec tego procesu, bo czegoś mi brakowało. Aż w końcu znalazłam te deseczki. Ale ten proces jest dla mnie bardzo ważny. I mam już strukturę, która jest dla mnie naistotniejsza.

Czy w dalszym tworzeniu będziesz ograniczać się do tej formy, czy będziesz starała się wejść w inne materiały?

Tak, bardzo bym chciała. Myślałam o szkle, ale muszę się jeszcze zastanowić, jak chce to zrobić. Bo zanim pójdę dalej, wolałabym się na razie zatrzymać na tych deseczkach, aby i inni mogli tego doświadczyć. Natomiast szkło bardzo mnie interesuje.

Dlaczego? Ze względu na jego specyfikę, przeźroczystość?

Przeźroczystość, bo chciałabym też bardziej poeksperymentować ze światłem. Np. do szklanego pudełka mogłabym włożyć świeczkę. Na ścianach pudełka mogłabym stworzyć całą historię, opowiedzieć historię jakiejś osoby. Ale na ten moment chcę jednak skupić się na deseczkach.

Dziękuję za rozmowę.